W piątkowe popołudnie planowałam sobie zrobić dzień lenia, właśnie drzemałam na kanapie, gdy moja starsza córa zakomunikowała mi, że musimy upiec rogale na św. Marcina.
-Dziecko ale nie mamy drożdży i mąki mało-szybko skontrowałam i myślałam, że mam to z głowy.
-Ale ja wszystko już mam, nawet przepis dostałam od Justyny (opiekunki grupy Marianek ).
I z mojego leniuchowania nici, cholera, a tej mąki przytaszczyła 2kg, przecież my tyle rogali będziemy piec chyba do rana. No i piekłyśmy do samej północy.
A te rogale były z powidłami śliwkowymi i cynamonem, a te powidła były takie pyszne, że oblizywaniu łyżeczki nie było końca.
Mała Kaśka uparła się żeby nam pomagać, smarowała rogale białkiem, trwało to strasznie długo, malowała każdy tak jakby to był jedyny rogal na świecie, a za nic nie dała się wygonić spać.
Piekłyśmy na wszystkich blachach jakie mamy, po kilka na raz w piekarniku, upiekłyśmy ich całą furę, a wszystkie krzywe i nieudane pozjadałyśmy jeszcze ciepłe, a potem bardzo żałowałyśmy naszego łakomstwa.
Dziś dziewuchy będą je sprzedawać innym łasuchom bo zbierają na jakiś zbożny cel. Muszę dodać, że inne mamuśki też piekły ze swoimi pociechami, tak, że tych kupujących chyba trzeba będzie naganiać z innych parafii. No i jeszcze całe sobotnie popołudnie dziewczyny piekły w klasztornej kuchni, te będą sprzedawać jutro. No i chyba będę musiała też trochę ich kupić, bo młodzież trzeba wspierać i sprawdzę czy nasze aby nie były jakieś nie jadalne, bo ja pierwszy raz piekłam drożdżowe rogale :)
Nie wiem czy w całej Polsce obchodzi się to święto, czasami organizują marsz dla dzieci z latarenkami i końmi, a sąsiedzie za czeską granicą podają na obiad gęś, to chyba mało znane święto.