Dom Rodzina Hobby Ogród czyli moje małe radości
..............................................................................................................

czwartek, 22 listopada 2012

Pomalutku do przodu

Małymi kroczkami zbliżam się do świąt. Zaczynam od dekorowania butelek na nasze nalewki, które rozwozimy w czasie naszych świątecznych wojaży po rodzinie. Tak się już utarło, że każdy przywozi coś dobrego, słodkiego lub jakieś kulinarne specjały, by obdarować gospodarzy. Ja zazwyczaj do koszyczka ładuję nalewkę, orzechowe ciasteczka i moczkę (bakaliową specjalność mojej mamy). Staram się owe specjały ładnie zapakować. Na nalewki zrobiłam już, albo dopiero, dwie butelki, muszę jeszcze parę buteleczek przygotować.
















Ponoć opakowanie jest równie ważne jak sam prezent, mam nadzieję, że moje nalewki będą obdarowanym smakować.

piątek, 16 listopada 2012

Kocham długie wieczory

Długie i chłodne wieczory już pozwalają na powrót do dłubania przy moich duperelach. Pochowałam już grabie, łopaty. inne narzędzia ogrodowe. Powyciągałam farbki, serwetki i inne takie, no i zaczęłam od doniczki ale wzór jeszcze trochę ogrodowy.









No ale niedługo trzeba będzie pomyśleć już o jakiś świątecznych tematach, w końcu to już lada chwila :)

sobota, 10 listopada 2012

Dzień św. Marcina rogalem się zaczyna

W piątkowe popołudnie planowałam sobie zrobić dzień lenia, właśnie drzemałam na kanapie, gdy moja starsza córa zakomunikowała mi, że musimy upiec rogale na św. Marcina.
-Dziecko ale nie mamy drożdży i mąki mało-szybko skontrowałam i myślałam, że mam to z głowy.
-Ale ja wszystko już mam, nawet przepis dostałam od Justyny (opiekunki grupy Marianek ).
I z mojego leniuchowania nici, cholera, a tej mąki przytaszczyła 2kg, przecież my tyle rogali będziemy piec chyba do rana. No i piekłyśmy do samej północy.






A te rogale były z powidłami śliwkowymi i cynamonem, a te powidła były takie pyszne, że oblizywaniu łyżeczki nie było końca.



Mała Kaśka uparła się żeby nam pomagać, smarowała rogale białkiem, trwało to strasznie długo, malowała każdy tak jakby to był jedyny rogal na świecie, a za nic nie dała się wygonić spać.



Piekłyśmy na wszystkich blachach jakie mamy, po kilka na raz w piekarniku, upiekłyśmy ich całą furę, a wszystkie krzywe i nieudane pozjadałyśmy jeszcze ciepłe, a potem bardzo żałowałyśmy naszego łakomstwa.





Dziś dziewuchy będą je sprzedawać innym łasuchom bo zbierają na jakiś zbożny cel. Muszę dodać, że inne mamuśki też piekły ze swoimi pociechami, tak, że tych kupujących chyba trzeba będzie naganiać z innych parafii. No i jeszcze całe sobotnie popołudnie dziewczyny piekły w klasztornej kuchni, te będą sprzedawać jutro. No i chyba będę musiała też trochę ich kupić, bo młodzież trzeba wspierać i sprawdzę czy nasze aby nie były jakieś nie jadalne, bo ja pierwszy raz piekłam drożdżowe rogale :)
Nie wiem czy w całej Polsce obchodzi się to święto, czasami organizują marsz dla dzieci z latarenkami i końmi, a sąsiedzie za czeską granicą podają na obiad gęś, to chyba mało znane święto.

czwartek, 8 listopada 2012

Spżarnia



 
U innych już bywa świątecznie a u mnie jeszcze ciągle jesień. Jakoś w tym roku nie śpiesznie mi do zimy.
Niedawno zrobiłam porządki w mojej spiżarni, bo tych pozaprawianych słoików jakoś mi się trochę nazbierało, a nie było czasu je poukładać. Na początku szło mi nawet sprawnie ale jak zaczęło brakować półek, to mnie trochę zaczęło wnerwiać to przekładanie. Chciałam, żeby słoiki stały ładnymi rządkami, owocowe osobno, warzywne osobno, równiutko, według wcześniej zaplanowanego schematu, a tu ''figa'' nie ma tyle miejsca.  Więc potem wpychałam jak leci, byle by się pomieściło, chyba trochę przesadziłam z tym wekowaniem w tym roku.













I tak po kilku przekładkach doszłam do jako takiego ładu. Ale jak posyłam dzieci do piwnicy po konkretny słoik to i tak zawsze przyniosą coś innego, no chyba że to ma być dżem truskawkowy. Nie wystarczy, że większość jest podpisana, lub obwiązana kolorem-bo takiego podpisanego nie było,a ta fasola wygląda jak ogórki- słyszę potem i zastanawiam się, jak ja te dzieciaki wychowałam, a może to nie moje i ktoś je podrzucił w końcu one też nie były opisane:)

niedziela, 4 listopada 2012

Resztki jesieni

Tegoroczną jesień miałam dość pracowitą, nie zdążyłam się nacieszyć pięknymi kolorami polskiej złotej jesieni. Więc dziś, żeby nadrobić zaległości, wybraliśmy się do Cysterskiego Parku Krajobrazowego, pogoda nam dopisała, co prawda,  krajobraz już nie ten, ale jeszcze parę fajnych fotek pstryknęłam.























Po drodze mijaliśmy tereny zamieszkałe przez bobry i nie mogłam sobie odmówić by nie pstryknąć kilku zdjęć z ich...jak właściwie nazywa się miejsce pomieszkiwania bobrów?












Tak spędziliśmy niedzielę, z przyrodą za pan brat, podziwialiśmy ostatki jesieni, nie tak urokliwe jak przed pierwszymi śniegami, które już mamy za sobą. Jesień też już mamy pomału za sobą, teraz będziemy czekać już na świętego Mikołaja :)

piątek, 2 listopada 2012

W między biegu

Dziś tak szybciutko, między jednymi gośćmi a następnymi, bo u nas początek listopada to czas gdy nawiedza nas rodzinka. Najpierw, 1 listopada krewni, którzy pomarzli podczas odwiedzania grobów, napić się coś ciepłego i przekąsić coś przed drogą powrotną. A dziś goście Karolinki, bo to jej urodziny. Więc większość czasu ostatnio spędziłam w kuchni, ale nie o gotowaniu dziś a o szyciu będzie. Chciałam się pochwalić poduszeczką uszytą dla mojej córci, w komplecie do jej patchworku.





Płatków celowo zrobiłam mniej, to nie z braku tkaniny, jak myślał mój małżonek. A, że nie cierpię wszywania zamków błyskawicznych z tyłu uszyłam wiązanie na kokardki, co wcale nie było łatwe jak się później okazało:)




No i aplikacje naszywałam ręcznie, z podwójnej warstwy materiału, żeby były ładnie tłuściutkie, tak uczą w mojej nowej książce o dekoracjach.




Jeszcze nigdy nie napisałam posta w tak ekspresowym czasie, teraz już lecę grzać bigos i wyciągać ciasto z piekarnika, bo goście lada moment będą.