Dom Rodzina Hobby Ogród czyli moje małe radości
..............................................................................................................
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe pupile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe pupile. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wygodnie i mięciutko...

No, żeby nie było, że ciągle tylko ogródek i ogródek i tylko plewię, przycinam itp. Pochwalę się nową poduszeczką, którą uszyłam też na ogródek :)


Jest do kompletu dużej poduchy, którą uszyłam w zeszłym roku, Na zdjęciu widać różnicę między nową a starą, ale wystarczy parę dni słońca i trochę leniuchowania na huśtawce i obie będą jednakowo wygniecione.


Jest jeszcze jeden amator mojej poduchy, ale jak próbowałam zrobić mu zdjęcie gdy się wylegiwał na huśtawce to czmychnął na trawkę i udaje niewiniątko.


Nasza kicia zajmuje zawsze najwygodniejsze miejsca, lubi wylegiwać się na fotelu w salonie i u Kasi w łóżku. Nie za bardzo jest to po mojej myśli, bo za zwyczaj przypłacam to katarem, niestety mam uczulenie na kiciaki więc nie mogę się za bardzo spoufalać  z naszym kotkiem. Dzieci za to miętolą go przy każdej okazji a, że kicia jest bardzo łagodna pozwala im na wszystko.
No i znowu w zasadzie wyszło o ogródku :) Tak już chyba będzie tą letnią porą:)

Okrasiłam jeszcze koszyk po truskawkach i skrzyneczkę po śliwkach. Posłużą do noszenia różności z kuchni do altanki. To wygodniejsze i bezpieczniejsze gdy na posyłki trzeba wykorzystać dzieci.  Z tacą różnie to bywało, nie raz pogubiły połowę ekwipunku po drodze, albo coś rozsypały a teraz radzą sobie znakomicie a ja oszczędzam nogi i wykorzystuje dzieciaki na całego :)



niedziela, 13 lipca 2014

Cztery łapy i tyle oddania




Dziś będzie bardzo smutno. Po 11-tu  latach opuściła nas Kona, nasza psinka. Od jakiegoś czasu już chorowała, nie pomogła kolejna operacja, jej czas z nami dobiegł już końca. To był wspaniały pies, wiem, że ludzie obawiają się rasy doberman bo uchodzi za agresywną ale wszystko zależy od rodziny w której mieszka. My mieliśmy szczęście współmieszkać kolejno z dwoma sukami tej rasy, odchowaliśmy z nimi troje dzieci, nasz dom zawsze był domem otwartym dla znajomych i ich pociech, które uwielbiały bawić się z naszymi psami. Dzieci właziły im na głowę dosłownie i w przenośni a one miały dla nich mnóstwo cierpliwości. To rasa bardzo karna i bardzo posłuszna a suki są obdarzone olbrzymim instynktem macierzyńskim i uwielbiają zabawę, są bardzo inteligentne, przez co łatwe do ułożenia. Są też bardzo opiekuńcze, pamiętam jak pilnowały dzieci na spacerze by gdzieś nie zboczyły, jak  ciągały maluchy na sankach lub jak malutki Filip (synek mojej siostry) spał z Herą (pierwszą naszą psinką) w jej legowisku albo jak podbierał jej żarcie z  miski a ona robiła mu miejsce, żeby mógł popróbować czy dobre.
Cały wieczór dzisiaj wspominamy i pochlipujemy sobie.







Nasza Kona zgodnie żyła z naszą kotką i psem naszego syna, uwielbiała jeździć na spacery do lasu nawet zimą, gdy marzły jej łapy. A latem wylegiwała się w pełnym słońcu na ogrodzie i podglądała ryby w stawie. Uwielbiała się bawić, biegać za rzuconą piłką, której potem nie chciała oddać albo szarpać się z kimś o starą szmatę. Umiała różne sztuczki, których nauczył ją Kacper i lubiła spać pod biurkiem Kasi.









Nasze psiaki dały nam mnóstwo radości, ukradły nam po kawałku serca i będziemy zawsze je ciepło wspominać.




wtorek, 3 września 2013

Wszędzie dobrze ale...

No i to by było na tyle, wakacje się skończyły, pogoda się zepsuła a w pracy urwanie głowy. Więc na osłodę wieczorem przeglądam zdjęcia z tegorocznego lata. Nie jest ich za wiele, bo w tym roku nigdzie nie wyjeżdżaliśmy na urlop, (nie licząc krótkich weekendowych wypadów), większość wolnego czasu spędziliśmy na ogrodzie. Ale i tak trochę biegałam z aparatem tu i tam pstrykając fotki. Członkowie rodziny zazwyczaj czmychali mi z przed obiektywu, więc główną rolę odgrywa głównie flora i fauna...oto kilka ujęć karmelkowego zakątka.






Na zdjęciu powyżej widać niedokończone obłożenie z cegieł klombu przy altanie, teraz jest już gotowy, a placu znikły resztki gruzu. A poniżej klomb, który powstał z kamieni po likwidacji oczka wodnego. Dziś z pomiędzy kamieni wyrastają już całkiem fajne kępki traw ozdobnych. Wić jak widać nie tylko leniuchowaliśmy w wolnym czasie :)














Nieźle sobie też popaskudziliśmy sobie, trochę się pobrataliśmy i nalatałam się z konewką jak nigdy.









I jeszcze kilka fotek kwitnących roślinek, najbardziej cieszyły mnie pelargonie które sama rozmnożyłam, hortensja, która kwitła pora pierwszy i kaktus któremu wyszczelił wysoki kwiat.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jednym słowem było fajnie. Tak po wiejsku, po domowemu i rodzinnie :)
 


poniedziałek, 8 października 2012

Papryka zamiast jesiennych dekoracji

W tym roku na moim ogrodzie buszował teść, który spędził u nas spory kawałek lata. Poreperował mnóstwo zepsutych rzeczy (furtka, dzwonek, połamane narzędzia itp ) można by długo wymieniać. Założył w tunelu foliowym uprawę pomidorów i ogórków a obok foli posadził paprykę, piękną, czerwoną i błyszczącą ale niesamowicie ostrą. A obrodziła tak dorodnie, że rozdawałam ją na prawo i lewo. Do potraw można jej dodawać odrobinkę, bo pali w gębę okropnie, więc resztę próbuję ususzyć, bo niezabardzo wiem co zrobić z jej nadwyżką.







Na razie pełni funkcję dekoracyjną, nie wiem czy dobrze się zasuszy, czy aby się nie zepsuje. Nie wiem co można jeszcze zrobić z ostrą papryką. Niech się czerwieni w kuchni, nawet fajny taki akcent kolorystyczny w deszczową jesień, trochę rozwesela wnętrze.






Wiem, że powinnam ubierać dom w dynie, ale dynie już były o tu więc dzisiaj jest papryka tak dla odmiany, żeby było trochę na przekór :)

wtorek, 3 lipca 2012

Jak go nie przytulić

Rodzinka nam się powiększa, no może nie dosłownie, ale przybył nam jeszcze jeden maluch do pieszczenia. Mój pierworodny, który się już usamodzielnił, przysposobił małego psiaka. Sama słodycz, nic tylko przytulać...






W ubiegłym tygodniu dzieci nas odwiedziły, oczywiście z Liczi, tak się wabi ów psiak. Nasza seniorka, Kona, nie była zbyt zadowolona, widać było, że czuła się zdradzona przez Kacpra, bo to z nią się zawsze bawił, a teraz takie "coś" zajęło jej miejsce. Więc musieliśmy nieźle się nagimnastykować, żeby jej to wynagrodzić.






Najbardziej cieszyła się Kasia, biegała za Liczi cały dzień, tarmosiły się razem, trafił swój na swego.
Potem przyszedł czas na nauki, oj dużo psich chrupek jeszcze przed nami..., muszę przyznać, że nasza Kona jest pojętniejsza.









I jeszcze dwa słodkie zdjęcia, które musiałam pokazać.