W końcu się doczekałam. Słonko pokazało ciepłą gębę i świeciło cały weekend, wyleglismi na ogród całą rodziną. Jedni sprzatali, młodsi łapali pierwsze promienie słońca podczas zabawy.
Okruchy literackiej codzienności
6 dni temu
Umiesz liczyć, licz na siebie, mawiała moja teściowa i widać miała rację. Nie mogę doczekać się większych oznak nadchodzącej wiosny, więc radzę sobie sama, jak potrafię. Jajek w tym roku nie robię bo mam zapasy z ubiegłych lat a klimat weselszy próbuję wprowadzić innymi akcentami. Ot chodź by tak...


Na wszystkich blogach pełnia wiosny, a nas rozłożyła grypa, całą rodzinę po kolei. Zmiany na domowych gruntach muszą jeszcze trochę poczekać, ale dla poprawy samopoczucia wyjęłam serwis, który niedawno kupiłam,w prawdziwie wiosenny deseń. I teraz zrobię sobie cały dzbanek owocowej herbatki i będę zabawiać najmłodszą, Kaśkę, bo choremu dziecku bardzo powoli mija dzień.
Ostatni tydzień w naszym domu minął pod znakiem zakichanego nosa. Jak by na przekór ostatniego posta, zima nieźle nas postraszyła. Zamiast miłych zimowych klimatów , po całym domu walały się chusteczki i dominował zapach czosnku. Winko zamieniłam na herbatkę z miodem, zostały ciepłe skarpety, pledy, ale w kominku nie było komu palić, bo mój małżonek też chorował. Mam nadzieje, że przyszły tydzień będzie mniej zasmarkany.
Mężulek mój w kominku spalił już chyba pół lasu i ciągle jeszcze dokłada.....

