Dom Rodzina Hobby Ogród czyli moje małe radości
..............................................................................................................

poniedziałek, 10 września 2012

Dożynki

Ostatni weekend był na naszej dzielnicy bardzo pracowity, mieliśmy dożynki. Co roku we wrześniu wylegamy na ulice i stroimy płoty, podwórka, chodniki. Główna ceremonia odbywa się w naszym małym kościółku, a Franciszkanie z naszej parafii wraz z nami przystrajają cały kościół, mamy przy tym niezły ubaw, bo nasi braciszkowie mają ogromne poczucie humoru. Te dekoracje to już taka mała tradycja, mieszkańcy naszego miasta odwiedzają co roku naszą dzielnicę i podziwiają nasze wytworki. Mam już niezłą kolekcję zdjęć z tych uroczystości, większą część jednak robionych nie w wersji cyfrowej. Ale kilka fotek z owych dekoracji znalazłam w kompie więc wklejam jak popadnie, nie w kolejności chronologicznej.


































 
















Nasze dzieciaczki też udzielają się jak mogą, choć nie wiele z nich wie jak wygląda praca na roli, bo rolników wśród nas już nie wielu. Sama mam tylko parę warzyw na ogródku, a co roku coraz bardziej wciągają mnie obchody dożynek. Ale każdy maluch wie, że chleb mamy z pracy na roli, a po przemarszu w korowodzie częstują pysznościami więc chętnie ciągną swe wózki drewniane z płodami rolnymi do kościółka.












Te nieco starsze panny nie zawsze są zadowolone z swojej roli w korowodzie i nie raz słyszałam od Karolci "ostatni raz, w następnym roku już mnie w to nie ubierzesz". Ale jak na razie  udaje mi się ją namówić.




No i moje rówieśniczki, panie gospodynie, mnie wśród nich nie ma, bo albo biegam z aparatem fotograficznym, albo innym razem jestem odpowiedzialna za dekoracje stołów na biesiadę dożynkową, innym razem przygotowywałam wystawę o naszej dzielnicy. Zazwyczaj do ostatniej chwili biegam jak z pieprzem. Mam nadzieję, że ta tradycja będzie kontynuowana przez nasze pociechy, to kawałek naszej kultury, mały kawałek, ale taki kolorowy, smaczny i myślę, że wart by o nim nie zapomniano.

środa, 5 września 2012

Trochę wiatru w żagle

Ostatnie dni są dla mnie bardzo łaskawe, drugie wyróżnienie w tak krótkim czasie. Pisanie blogu jest lepsze niż terapia u psychologa, można się nieźle dowartościować. Po waszych komentarzach, które czytam pod moimi postami, po tych wyróżnieniach, i gdy czytam wasze blogi, które uwielbiam odwiedzać, mogła bym napisać siedem rzeczy o sobie: jestem nadal młoda, spełniam się twórczo, mam super znajomych z innych blogów,owi znajomkowie lubią do mnie zaglądać, mam mnóstwo pomysłów na następne wpisy, nie boję się już komputera, po prostu jestem z siebie zadowolona :-) Czyż to nie fajnie.





A teraz to czego nie wiecie, choć trudno uwierzyć, że coś takiego mogę wyskrobać:

 -kiedyś grałam wyczynowo w koszykówkę
 -nie potrafię pływać
-boję się latać samolotem
 -uwielbiam słodycze pod każdą postacią
 -nie jestem zwolennikiem globalizacji
 - mój mąż jest moim pierwszym chłopakiem, poznaliśmy się gdy miałam 15 lat, od 25 jesteśmy razem,     pracujemy razem i na razie się nam nie znudziło
-marzy mi się ekologiczne ranczo

Wysyłam dalej ten wesoły obrazek:

 mjakmarzenie. blogspot.com
swidrygalki. blogspot.com.
starepianino.blogspot.com 
 marcelkowo.blogspot.com
 tilegosi. blogspot.com
 ankaskakanka.blogspot.com
 iwonka007.blogspot.com


wtorek, 4 września 2012

Podwórkowa zastawa stołowa

Muszę nadrobić zaległości z sierpnia, gdy to byłam odcięta od internetu. Zdjęcia altanki już pokazałam i zostały mi jeszcze tematycznie związane z poprzednim postem fotki o "zastawie ogrodowej". W zasadzie nie lubię naczyń jednorazowych, wolę wykorzystywać na podwórze np starsze gliniane kubki lub pozostałości z nieużywanych już zdekompletowanych naczyń ceramicznych. Ale przy takim przemiale gości w tym roku  przeprosiłam się z plastikami. Zmęczyło mnie bieganie tam i z powrotem, jeszcze dwa kubki, jakiś talerz, albo sztućce i tak całe lato. Na to wszystko nałożyła się promocja w Jysku i się skusiłam.










Dostałam tego lata w prezencie od szwagierki kolorowe uchwyty do kukurydzy i "łyżki" do ziemniaków grillowanych i owoców. Fajne gadżety i przydatne w podwórkowej kuchni.





Z takimi naczyniami można wysłać dzieci i wiem, że nie potłuką i nie zrobią sobie krzywdy. Nadają się też do mycia w zmywarce więc wykorzystałam je kilkakrotnie. Staram się ograniczać odpady w naszym gospodarstwie domowym i nie często sięgam po takie rozwiązania, ale zdarza mi się być wygodnym.



niedziela, 2 września 2012

Altanka-salon na lato

Z dnia na dzień mamy coraz chłodniejszą pogodę,a ja planowałam dzisiejszy obiad podać w altance. Latem większość posiłków jadamy na ogrodzie. Od rana wyłazimy w piżamach na podwórko, karmimy psa, kota a potem sami pijemy pierwszą kawę lub herbatę w altanie. Przez lata broniłam się przed drewnianą budowlą, wolałam coś lżejszego, mieliśmy taki oto namiot  ale przy każdym wietrze nadymał się jak żagiel  i się łamał. Teraz mamy solidny mały domek bez ścian w którym spędzamy całe lato.


 








Obsadziłam ją dzikim winem i miętą, mam nadzieję, że fajnie zarośnie, czemu nabierze lekkości.








Stół i krzesła zostały te same, duży stół u nas to podstawa. Często zaglądają do nas sąsiedzi i znajomi więc trzeba mieć gdzie ich ugościć. Odwiedzamy się bez zapowiedzi, od tak zaglądamy za płot i już jest nas np. 12 chłopa, każdy coś przyniesie, bo moi sąsiedzi to głównie rolnicy, więc zawsze w domu są jakieś pyszności a godziny pracy też bywają różne. No i zdarzają się rodziny wielopokoleniowe, więc mamy znajomych w różnym wieku, dziadków i dzieci i młodzież i takich wapniaków jak my.





Tu spędzamy całe lato, od rana do zmroku. Nie wyobrażam sobie lata bez mojej altany.... Ale dzisiejszy obiad zjemy w domu, może jeszcze się załapiemy na jakiś ciepły dzień i posiedzimy na ogrodzie.